Wiedza
Share on FacebookEmail to someoneTweet about this on Twitter

Miejsce, w którym zatrzymał się czas

Na placu Grzybowskim w Warszawie, w miejscu styku dwóch kultur — polskiej i żydowskiej, pośród starych kamienic i nowoczesnych wieżowców znajdziecie niewielki lokal z brooklyńską duszą, mieszczący w sobie universum smaków i klimatów — kawiarnię Kosmos. Wraz z jej właścicielem Kamilem  Świątkiem zapraszamy Was w podróż do miejsca, w którym czas nie istnieje.

13045415_254929024855701_308076521_n

Historia rozpoczyna się w USA — kraju, w którym Kamil spędził kilka lat. W gastronomii przeszedł tam wszystkie szczeble: od bycia kasjerem do zarządzania placówką. W karierze pomogło mu zamiłowanie do pracy w gastronomii. — Jestem jej oddany, lubię serwować ludziom jedzenie i rozmawiać z nimi. To jest mój żywioł — dodaje, uśmiechając się. Wcześniej otwierał innym już dwa lokale, ale to właśnie Kosmos jest jego pierwszą, autorską kawiarnią. Zanim całkowicie poświęcił się gastronomii, pasją Kamila był taniec. — Jestem już emerytowanym tancerzem. Przygodę z tańcem zacząłem w wieku 8 lat, kiedy to tak naprawdę kazałem mojej mamie zapisać mnie na zajęcia taneczne. I tak przez kilka lat był to taniec towarzyski, potem przerzuciłem się na formy indywidualne, wyrobiłem licencję instruktora. Podczas warsztatów sprowadzaliśmy choreografów z Anglii czy USA, na przykład tych od Jennifer Lopez czy Britney Spears. Potem dostałem pracę w Łodzi, gdzie tańczyłem w Teatrze Akrobatyczno-Muzycznym i praktykowałem jeszcze inne formy tańca jak na przykład modern jazz. W końcu zacząłem uczyć się w Stanach, gdzie forma przekazywania zajęć jest naprawdę wspaniała. Tam spełniłem swoje największe marzenia i zakończyłem przygodę z tańcem.

W tym czasie Kamil zakochał się w klimacie Brooklynu, który stał się dla niego inspiracją dla stworzenia Kosmosu. — Cały Grand Street, cały Williamsburg — to jest miks świetnych miejsc z całego świata. Williamsburg stał się  kultową dzielnicą, jest takim hipsterskim i wychilloutowanym na maksa miejscem. Są tam stare fabryki wymieszane z nowym budownictwem, jest tam mnóstwo loftów. Jest na przykład pizzeria Roberts’a, do której prowadzą stalowe drzwi i nic innego. Dopiero ktoś mnie tam zaprowadził. Wchodzę, całość jest oczywiście utrzymana w brudnym, metalowym, drewnianym brooklyńskim stylu, a w środku jest ogromna pizzeria z mnóstwem ludzi i fantastycznym jedzeniem. Jest tam bardzo dużo takim miejsc ukrytych za pojedynczymi, nieoznaczonymi drzwiami — mówi.

kosmos

W Kosmosie Kamil sam zaprojektował większość elementów wystroju. — Chciałem oddać taki trochę mroczny, zmiksowany styl Brooklyn’u. Ciężko go tutaj przenieść, bo on charakteryzuje się tym, że lokal jest bardzo ciemny. Niestety dla polskiego konsumenta taki lokal by się nie sprawdził, dlatego są witryny. Zostaliśmy za to przy odkrytych rurach, które tak naprawdę świetnie pasują do nazwy Kosmos. Ściana, kanapy, skrzynie — to wszystko jest właśnie z takiego Brooklynu, jaki pamiętam. Tak samo sposób podawania jedzenia i jego forma — bajgle, hummus, każde inne danie ma swój charakterystyczny styl. W jednej restauracji podobała mi się jedna rzecz i chciałem to odtworzyć u siebie, w innej coś innego.  Sam projektowałem wnętrze. Stworzyłem od podstaw  żyrandol — kupiłem belkę, kable, zrobiłem łączenia. Tak samo stolik. Wykonanie baru zleciłem firmie, która zajmuje się drewnem. Belki pochodzą ze starej stodoły spod Warszawy, z drewna wypalonego przez słońce. Blat, półki — wszystko wygląda tak, jak to sobie wymarzyłem.

W Kosmosie, oprócz świetnej kawy, możecie spróbować również wyjątkowych dań. — Bajgle. Tę inspirację zaczerpnąłem również z Brooklynu. Tam w nocy po imprezie szło się właśnie na bajgle, prawdziwe, amerykańskie. To też tu wprowadzam. Wypiekamy je na miejscu wedle własnej receptury. Hummus — z tego, co wiem jedyny w Warszawie podawany na ciepło.  Serwujemy go po izraelsku, tak jak nauczono mnie w żydowskiej knajpie na Manhattanie. Ja podaję to jako bazę na talerzu i na to jakiś dodatek — kurczaka po marokańsku, pieczone pieczarki z jajkiem na twardo. To wszystko posypane jest zatarem, czyli przyprawą izraelską z oliwą i słodką papryką. I oczywiście z pitą, żeby było to takie rzeczywiste, prawdziwe — dodaje. Odpowiedniej mieszanki kaw Kamil szukał długo. — W końcu udało nam się znaleźć fajną palarnię w Ząbkach pod Warszawą, nazywa się Apro Trade. Właścicielem tej palarni jest Pan Tomasz, który jest wspaniałym człowiekiem i niesamowitą osobowością. Przychodzi tu, rozmawia z nami, zwraca uwagę. Bierzemy od nich też jednorodne mieszanki jasno palone do dripów, aeropresów. Ostatnio mieliśmy Etiopię i Brazylię, teraz mamy Indonezję i Honduras. Sami robimy też syropy do kaw — cynamonowe czy pomarańczowe.

13077235_254931331522137_1736990626_n

Kamil uwielbia kontakt z ludźmi. Często siada ze swoimi klientami i rozmawia. — Dla mniej najfajniejsze w prowadzeniu lokalu jest to, gdy widzę w nim gości, którzy się dobrze bawią. — Kosmos jest miejscem, do którego przychodzą rozmaici ludzie. W tle słyszę język angielski i polski, które mieszają się z muzyką sączącą się w tle.  Przestrzeń zachęca do rozmów. — Nie chcę zmieniać tego miejsca. Znajomi mówią : „Weź lokal obok, jest większy”, a ja chcę, żeby wszystko zostało jak jest.  Podoba mi się taka przestrzeń — kończy swoją opowieść.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *